W zasadzie nie wiedziałem jaki tytuł dać, dawno nic się tu nie pojawiało, sporo się działo, więc poszło bardzo ogólnie, bo konie kwietnia to jednak jeszcze początek sezonu
Od jakiegoś czasu (miesiąca) zabieram się za dodanie tu wpisu i dopiero dziś się udało, na początek przytoczenie słów Krzyśka z października
Wnioski po tym wyścigu:
- nie ulegać pozorom,
- redukujemy wagę

- więcej treningu na leśnych górkach (w piątek byliśmy w poznaniu pojeździć koło cytadeli więc miejsce już mamy na treningi
)
- zimę trzeba ostro przepracować
i jak to się ma na dzień dzisiejszy, pierwszy punkt pozostaje aktualny, wczoraj ścigaliśmy się na trasie „IV Metropolia Bydgoszcz Maraton MTB” i z założenia trasa miała być płaska, niestety nie była, fakt wzniesień kosmicznych też nie było, ale kilka następujących po sobie krótkich stromych wzniesień wystarczy by zagotować człowieka, a do mety pozostawało jeszcze 45km tak więc pozorom nie ulegamy nadal
redukujemy wagę, ciężki temat i jak wiadomo najtrudniejszy do realizacji, zwłaszcza przez zimę, no ale redukujemy dalej, bo nadal jest za dużo
więcej treningów na leśnych górkach, no jakoś się staram, choć po Cytadeli nie jeżdżę, jak to jest we wcześniejszym wpisie, jednak w okolicach Poznania nie tylko Cytadela jest, kilka treningów po Wielkopolskim Parku Narodowym, jak i po Puszczy Zielonka na pewno pozostawia po sobie ślad i jeździ mnie się w tym roku łatwiej, jednak jeszcze brakuje dużo…
no i punkt ostatni, czyli zima, podobno nie ma zimy dla kolarzy i trzeba trenować, starałem się i wyszło mnie to nie najgorzej, w zasadzie pierwszy raz w życiu jeździłem na rowerze w miesiącach listopad-marzec, ale czy to była ostro przepracowana zima… listopad i grudzień wyszedł mi na 850km głównie dłuższe „szosy” i wypady w teren puki nie było śniegu i dało się jeździć, początek stycznia to ponowna kontuzja (wybity bark) i przerwa, od połowy stycznia powoli zaczynałem coś robić jednak były to krótkie przebieżki (5km) i trenażer (swoją drogą przez zimę spędziłem na nim tylko 8.5h a najdłuższa sesja miała 1:37:24 ) od połowy lutego zaczynały powoli dochodzić dłuższe wypady na szosie i w terenie, jednak głównym punktem w tym okresie okazało się bieganie i osiągnięcie wyznaczonego celu – 01.04.2012 Półmaraton Poznański i cel 2 godziny. Cel udało się osiągnąć – 1:51:23, a półmaratonem zakończyłem okres „przygotowawczy” do sezonu, w którym to pokonałem 2170km w 105h 15m (szosa, mtb, trenażer, bieganie)
W kwietniu trenuję oczywiście dalej, jednak forma treningów się już zmieniła, doszły też pierwsze starty
i zaczęło się wszystko na Powerade Garmin MTB Marathon w Murowanej Goślinie gdzie razem z Krzyśkiem wystartowaliśmy na dystansie mini, trasa była zupełnie nowa w porównaniu do poprzednich edycji i wszyscy chwalili nowe odcinki za ich atrakcyjność wizualną, ale też atrakcyjność do ścigania, trasa miała być łatwa, ale patrz punkt pierwszy przytoczony dziś i trochę trzeba było się spocić, czego jednak może nie było widać, bo pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała było chłodno i deszczowo, w tych warunkach wystartowało 299 zawodników na naszym dystansie (łącznie prawie tysiąc na wszystkich trzech), mnie udało się zająć miejsce 37 (M2:13), a Krzyśkowi 123 (M2: 35)
drugim moim startem było Grand Prix Wielkopolski w maratonach MTB w Dolsku, Krzysiek odpuścił ten start, a ja pierwszy raz w życiu na zawodach postanowiłem zmierzyć się z dystansem dłuższym niż 35km, wybrałem dystans mega, który miał liczyć 70km, miał ponieważ nie dane mi było się o tym przekonać, przebita opona na 5.5km trasy, do tego wadliwa zapasowa dętka, która przebiła się w trakcie pompowania i tak miałem powrót na start „z buta”, swoją drogą wyścig był dość pechowy ponieważ spora liczba osób wracała na „snejku”
ostatnim naszym wyścigiem w kwietniu był wspomniany wcześniej Metropolia Bydgoszcz Maraton MTB, jedna trasa – 55km, start usytuowany by na rynku głównym, skąd był start honorowy, a ściganie miało zacząć się 3km dalej w Puszczy Bydgoskiej, przekonani o tym iż wyścig nie może być zbyt wymagający, gdzie góry pod Bydgoszczą, do tego rekord z ubiegłego roku, gdzie średnia maratonu była ponad 30km/h utwierdzał w tym przekonaniu, jak się później okazało mylnie, wyścig moim zdaniem wymagający, a dodatkowo utrudniany przez ogromny skwar tego dnia (30 stopni i piekące słońce) gór jak już wspomniałem wielkich nie było, jednak było ich sporo, były krótkie i sztywne, często zmuszające do zejścia z roweru, jak już wspominałem zawsze startowaliśmy na dystansach mini i tego dnia trzeba było zapłacić „frycowe” za dłuższy wysiłek, start standardowo z końca stawki, mocno od początku, zakwaszenie organizmu i po 30km nie było czym jechać, płuca może i dałyby radę, po kręciłem na tętnie 150 już, ale niestety nogi nie pozwalały wycisnąć coś więcej i pozostała modlitwa o dojechanie do mety ostatecznie się udało, ja dotarłem 67 na metę (M2: 21) a Krzysiek 145 (M2: 44)
to by było na tyle, piękna majówka więc idziemy trenować
zdjęcia z Murowanej Gośliny opublikowane w serwisie bikelife.pl, co widać po reklamach, ponieważ cena zdjęcia jest naszym zdaniem za wysoka…
written by Mateusz Lewandowski
Trzeba by podsumować choćby trochę poprzedni sezon, mowa oczywiście o rywalizacji z Krzysiem
wygrane wyścigu: 5-2 dla Krzysia (71%)
punkty liczone w systemie: czas lepszego / czas zawodnika * 100 pkt
Krzysztof: 597,71 pkt
Mateusz: 588,51 pkt
i w nowym sezonie odwracam statystyki
written by Mateusz Lewandowski
Od jakiegoś czasu zaczynają pojawiać się terminy wyścigów amatorskich w sezonie 2012, więc czas powoli zacząć planować starty
Ustaliliśmy, że w tym roku pojedziemy jakiś cały cykl, jako że naszym aktualnym miejscem zamieszkania jest Poznań, to wybór padł na cykl wyścigów odbywający się w województwie wielkopolskim i został nim „Grand Prix Wielkopolski w Maratonach Rowerowych MTB 2012″ (do wyboru było jeszcze Thule XC, ale XC za „trudne” i Maraton Cup, więc postawiłem na imprezę, która już odbywała się w ubiegłym roku). Dodatkowo pojawimy się na jakiś edycjach Skandii, na pewno odwiedzimy Śnieżkę podczas UpHill i z dużym prawdopodobieństwem Tour de Pologne Amatorów.
Wstępny kalendarz na I część sezonu 2012:
- 25.03 – Bydgoszcz – KujawiaXC *
- 01.04 - Gniezno - THULE Cup
- 15.04 - Murowana Goślina - MTB Marathon
- 22.04 - Dolsk - Grand Prix Wlkp.
- 06.05 - Kraków – Skandia LUB Wągrowiec - THULE Cup
- 12.05 – Białystok – Skandia *
- 20.05 - Gniezno - Grand Prix Wlkp.
- 27.05 – Nałęczów – Skandia *
- 03.06 – Gdańsk – Skandia
- 10.06 - Mosina - Grand Prix Wlkp.
* – niepewne
nie znam też terminów innych edycji KujawiaXC, jeżeli będą znane i nie będą mocno kolidować z podanymi wyżej terminami to z dużym prawdopodobieństwem znajdą się w kalendarzu
written by Mateusz Lewandowski
Korzystając z faktu że w niedziele bardzo blisko mojego obecnego miejsca zamieszkania odbywał się wyścig XC z serii ThuleCup postanowiłem, że przejadę się pokibicować i postrzelać kilka fotek. Bardzo fajna trasa i blisko Poznania – myślę, że kilka treningów w nowym sezonie tam zrobimy
Fotki dostępne w moim albumie Picassa:
ThuleCup XC Puszczykowo
written by Krzysztof Kędziorski
1. października wystartowaliśmy w PolandBike Marathon w Płocku. Byliśmy już w tym roku na maratonie w Płocku i myśleliśmy, że trasa będzie równie płaska jak poprzednio – mieliśmy dość ciężki tydzien (przeprowadzka do Poznania) i łatwa trasa była wskazana. Nic bardziej mylnego. Płock przywitał nas najostrzej jak umiał Początek trasy pokrywał się z poprzednim maratonem – i szlo nam całkiem nieźle – powoli ale konsekwentnie wyprzedzaliśmy kolejnych zawodników. Trasa była płaska aż tu nagle zjazd wąwozem – i w myślach „kurde tego nie było w planach”, zaraz po zjeździe była seria podjazdów i zjazdów w tym jeden, który nie był możliwy do podjechania. I ja i Mateusz ledwo pod niego podeszliśmy – na pulsometrze zobaczyłem kolejny rekord max pulsu Po podejściu przez kilkadziesiąt sekund nie byliśmy w stanie kontynuować jazdy. Stanęliśmy z boku i dochodziliśmy do siebie. W takim terenie najbardziej wychodzi nasza nadwaga No ale nic trzeba jechać dalej. Płock jednak nie odpuszczał serwując kolejne tym razem łagodniejsze ale dłuższe podjazdy. W zasadzie czułem po ostatnim dłuższym podjeździe, że kolejnego nie dałbym już rady podjechać. Dalsza część trasy ponownie pokrywała się z poprzednim maratonem więc było płasko – niestety wymęczone organizmy nie bardzo miały ochotę na zwiększanie tempa. Dopiero przy samej mecie postanowiłem zaatakować i ostatni podjazd „wziąłem z rozpędu” potem nieomal nie wypadłem z trasy co chciał wykorzystać Mateusz jednak złapał go skurcz i musiał odpuścić.
Wnioski po tym wyścigu:
- nie ulegać pozorom,
- redukujemy wagę
- więcej treningu na leśnych górkach (w piątek byliśmy w poznaniu pojeździć koło cytadeli więc miejsce już mamy na treningi
)
- zimę trzeba ostro przepracować
Wyniki:
Krzysztof Kędziorski
- Miejsce: 63
- Dystans: MINI
- Miejsce M-2 : 13
- Czas na mecie: 01:27:18 (pomiar: 00:56:59)
Mateusz Lewandowski
- Miejsce: 64
- Dystans: MINI
- Miejsce M-2 : 14
- Czas na mecie: 01:27:24 (pomiar: 00:56:52)

Zdjęcia:
written by Krzysztof Kędziorski
W sobotę obaj z Mateuszem wystartowaliśmy w Mazovii , która gościła w Toruniu. Jakoś źle wyliczyliśmy czas przyjazdu i przyjechaliśmy na tyle późno, że nie udało mi się nawet zrobić rozgrzewki. Biuro zawodów mieściło się na Toruńskiej Moto Arenie – całkiem fajny obiekt. Trasa biegła z moto Areny w stronę Bydgoszczy. W zasadzie jedynym utrudnieniem na trasie był piasek – momentami bardzo dużo piasku. Trasa bardzo szybka – raczej niezbyt techniczna. Mateusz zaraz po starcie ruszył do przodu by wyjść na czoło sektora co potem przydało mu się w przebiciu przez piach. Ja stwierdziłem, że przejadę swoim tempem bez zrywów. Dogoniłem go w zasadzie dopiero po około 5km. Potem przez jakiś czas jechaliśmy razem – pewnie około 10km. Na którejś górce jednak zgubiłem Mateusza – jak się potem okazało przyczyną były problemy żołądkowe. Potem znów jechałem swoim tempem. I tak aż do mety. Ogólnie trasa była bardzo łatwa ale mimo to podobała mi się.
Był to mój najdroższy start (70zł + 20zł chip) i muszę odnotować, że jakość posiłku jaki zaserwowano po wyścigu pozostawia wiele do życzenia (foto poniżej). Makaron polany oliwą z ziołami i posypany łyżeczką startego sera… Nie sądzę by koszt produktów przekroczył 1zł na osobę.
Krzysztof Kędziorski
- Miejsce: 79
- Dystans: FIT
- Miejsce FM2 : 13
- Czas na mecie: 01:06:04 (pomiar: 00:53:24)
Mateusz Lewandowski
- Miejsce: 129
- Dystans: FIT
- Miejsce FM2 : 23
- Czas na mecie: 01:10:50 (pomiar: 00:53:54)
written by Krzysztof Kędziorski
Ostatnią niedziele spędziliśmy z Mateuszem w Kole na Grand Prix Wielkopolski w maratonach rowerowych MTB. Przyjechaliśmy jak zwykle z lekką rezerwą aby przeprowadzić rozgrzewkę. Nasz start miał się odbyć o 11:15 a na miejscu byliśmy około 9:45 więc czasu mieliśmy tyle co trzeba. Standardowo ja zająłem się złożeniem rowerów a Mateusz poszedł nas zarejestrować. Jak już mieliśmy wszystko załatwione to przebraliśmy się i pojechaliśmy lekko się rozgrzać tak by zapoznać się z początkiem (a jednocześnie i końcem) trasy. Wcześniej znaleźliśmy w necie profil trasy i widzieliśmy na nim 3 podobne wzniesienia z czego pierwsze miało być w okolicy 5.2 km więc postanowiliśmy, że do tego miejsca dojedziemy i wracamy. Wzniesienie okazało się delikatnie mówiąc nieodczuwalne No ale wiedzieliśmy już gdzie jest szerzej, a gdzie wąsko i gdzie ewentualnie musimy się przyłożyć do wyprzedzania. Gdy wróciliśmy z rozgrzewki na starcie czekało już dobre 200 osób – a my jeszcze mieliśmy banana do zjedzenia toteż po raz kolejny startowaliśmy niemal z ostatnich pozycji.
Od samego startu musieliśmy się ostro przeciskać – ludzi było dużo a droga wcale nie taka szeroka. Dobra w miarę twarda nawierzchnia pozwalała na dobre tempo. Co rzuciło mi się w oczy to spora liczba niezbyt doświadczonych osób – po prostu nie wiedzieli jak się zachować na hasło „lewa”, albo jadący lewą z prędkością dużo niższą niż strona prawa. No ale to w sumie nie ważne – po max 3-4km już nie mijaliśmy tych którzy startowali pierwszy raz. Czułem tego dnia power. Na samym początku prowadził nas Mateusz jednak potem ja zacząłem nadawać tempo. No i tak sobie wyprzedzaliśmy kolejnych zawodników. Trasa była wręcz dziecinnie prosta – żadnych stanowiących wyzwanie podjazdów, zjazdów – nic. Jedyne co można by uznać za trudne to bardzo piaszczysty fragment w lesie – ale to tak żeby coś znaleźć Był też dosyć długi fragment asfaltowy – tam Mateusz wszedł na zmianę – jednak przez małe nieporozumienie obaj się zajechaliśmy delikatnie zamiast spokojnie siąść na kole osobą, które dopiero co dogoniliśmy. Na około 3km do mety zawodnik jadący przed nami wyleciał z roweru – wyglądało to dość poważnie – jednak nic mu się nie stało. Dobrze że jechaliśmy dość uważnie bo ledwo wyhamowaliśmy żeby w niego nie uderzyć. Na ostatnich 3km Mateusz narzucił ostre tempo i jeszcze kilka osób udało się wyprzedzić. Przed metą docisnąłem trochę mocniej i zameldowałem się z 3sekundową przewagą.
Ogólnie start uważam za udany. Pewnie gdyby nie upał dałoby się jeszcze odrobinkę poprawić wynik.
Krzysztof Kędziorski
- Miejsce: 46
- Dystans: MINI
- Miejsce mElita : 16
- Czas na mecie: 01:15:39
Mateusz Lewandowski
- Miejsce: 47
- Dystans: MINI
- Miejsce mElita : 17
- Czas na mecie: 01:15:41
written by Krzysztof Kędziorski
Jakiś czas temu postanowiłem, że wrzesień będzie najbardziej wyścigowym miesiącem w tym roku i zaplanowałem na każdy weekend jakiś wyścig, pierwszymi zawodami miał być BikeMaraton w Poznaniu, jednak po zastanowieniu się wybraliśmy z Krzyśkiem Płock i odbywającą się tam Legia MTB Maraton.
Jednym z powodów, pewnie najważniejszym, była „ranga” zawodów, Legia to mały wyścig, kameralny w porównaniu z innymi na jakich do tej pory braliśmy udział, najmniejsza do tej pory Luiza miała wg spikera na wyścigu (bo wyników nie ma do dziś i już ich pewnie nigdy nie będzie) około 90 osób startujących na dystansie mini, tutaj wystartowało 88 osób na wszystkich dystansach.
Z Krzyśkiem pierwszy raz nie wybraliśmy dystansu mini no ale tylko dlatego, że zarezerwowany był dla młodszych uczestników, a my pojechaliśmy dystans mega, który odpowiadał długością dystansom mini na wcześniejszych edycjach jakie jechaliśmy (Gdańsk i Gostynin).
Start imprezy zaplanowany był na godzinę 11:00, więc sprawdzonym systemem udaliśmy się tak, że 1.5h przed startem byliśmy na miejscu, standardowo Krzysiek składał rowery, ja poszedłem nas zapisać, wskakujemy w strój, coś jemy i po 10 wsiadamy na rumaki rozgrzać trochę mięśnie. Objechaliśmy końcówkę i sam początek oraz jedno fajne wzniesienie znajdujące się blisko startu.
Około 10 min przed startem zaczęliśmy się ustawiać na starcie. Start w miejscu w którym staliśmy był startem honorowym a prawdziwe ściganie miało zacząć się około 2km dalej. Start ostry wyznaczony był pod najwyższe wzniesienie tego dnia (na pewno najbardziej strome ), tak więc nie długo trzeba było czekać, aby ujrzeć tętno 180+ Po starcie jeszcze trochę asfaltu, następnie piasek, na szczęście tylko około 500m i wkraczamy w las, po około 4-5km wjechaliśmy na rundy, z Krzyśkiem jechaliśmy bardzo mocno, jak na fakt początku ścigania, wszak do mety pozostawało ponad 25km na szczęście udawało się od czasu do czasu wskoczyć komuś na koło i nie ujechać się za bardzo. Około 11km Krzysiek powiedział abym zwolnił albo jechał dalej sam, zauważyłem około 500m przed nami jakieś sylwetki, więc postanowiłem spróbować się do nich przebić i pozostawiłem Krzyśka samego. Przebicie zajęło mi około 3km i chwile przed końcem 1 okrążenia złapałem 3 zawodników jadących przede mną. Punkt kontrolny znajdował się w tym miejscu (około km przed końcem pętli) i z wyników zauważyłem, że miałem nad Krzyśkiem w tym momencie niecałe 30 sek przewagi. Drugie okrążenie zaczęliśmy w czwórkę, z przodu jechał moim zdaniem najsilniejszy z nas, nadawał równe mocne tempo a reszta starała się trzymać, jechałem na ostatniej pozycji i to niestety był błąd, droga była bardzo wąska i nie było szans na wyprzedzenie, a zawodnik jadący przede mną zaczął puszczać koła. Na szczęście nie puścił strasznie mocno i po wyjeździe z lasu miałem około 50m straty „tylko”, które dość szybko nadrobiłem. Zawodnik puszczający koła już do nas nie dołączył więc dalej pojechaliśmy w trójkę. Tempo nadal nadawała ta sama osoba, niestety miała jakieś problemy techniczne i nie czekając za nim pojechałem wraz z ostatnim towarzyszem do przodu. Tempo wyścigu powoli dawało mi się we znaki i zaczęła mnie atakować kolka, na szczęście udało mi się utrzymać koło i dojechać do końca drugiego okrążenia za zawodnikiem, który dyktował tempo (z wyników wynika, że pod koniec drugiego okrążenia miałem już ponad 1.5 min przewagi nad Krzyśkiem), w międzyczasie dogoniliśmy 2 innych zawodników, chwilę pojechaliśmy w czwórkę po czym ja i jeszcze jeden zawodnik zjechaliśmy do mety, a 2 pozostałe osoby wjechały na następną pętlę. Na metę przyjechałem mocno umęczony i nie utrzymałem koła osoby z którą jechałem tracąc do niej na mecie około 10 sek. Krzysiek przyjechał 2 pozycje dalej ze stratą niecałych 2 min. Z rozmowy wynikło iż resztę trasy (od momentu gdy go zostawiłem) postanowił się nie spinać mocno i przejechał swoim równym tempem.
Co do samego wyścigu, to przez jak mi się wydawało płaską trasę (ostatecznie okazało się, że miała jednak te 200m przewyższenia) uzyskałem wysoką średnią jak na mnie i MTB, bo niecałe 24km/h (oficjalna strona), licznik (włączony przy starcie ostrym) pokazał średnią ponad 25 (ile dokładnie nie wiem, zapomniałem go wyłączyć po przejechaniu przez metę i wyłączyłem dopiero przy samochodzie ). Przez powyższe zagapienie też wypaczony mam średni wynik tętna, które i tak było bardzo wysokie i nie wiedziałem ze na tyle mnie stać – 173 bpm
Nasze wyniki:
Mateusz Lewandowski
- Miejsce: 11
- Miejsce MM2: 5
- Czas checkpointu 1: 00:40:58
- Czas checkpointu 2: 01:05:30
- Czas na mecie: 01:20:11
Krzysztof Kędziorski
- Miejsce: 13
- Miejsce MM2: 6
- Czas checkpointu 1: 00:41:24
- Czas checkpointu 2: 01:07:17
- Czas na mecie: 01:22:04
oficjalne wyniki

written by Mateusz Lewandowski
W zeszłą niedziele (7. sierpnia) wzięliśmy udział w maratonie PolandBike w Gostyninie na dystansie MINI (29km). Mateusz kilka tygodni wcześniej wykopał informacje o nim gdzieś w internecie – a że mamy na prawdę blisko ( 80km ) to aż żal byłoby nie jechać. Do Gostynina zajechaliśmy około godziny 10.30 – czyli zostało nam 1.5h na zapisy, przebranie i rozgrzewka – idealnie Mateusz poszedł nas zapisać – ja natomiast zająłem się rowerami. wszystko nam sprawnie poszło i chwile po 11.00 mogliśmy zacząć się rozgrzewać. Zdecydowaliśmy się na objazd początku trasy i tak zrobiliśmy sobie około 6km zataczając kółko po trasie. Myśleliśmy, że udało nam się objechać początek i koniec trasy – niestety myliliśmy się.
Startowaliśmy z ostatniego sektora – i to jeszcze z ostatniego rzędu No ale jakoś mi to nie przeszkadzało za bardzo. Każdy sektor wypuszczany był z 1 minutową przerwą do poprzedniego – podobało mi się to W ten sposób zlikwidowano zatory na początku trasy. Czas startu też każdy sektor miał liczony osobno więc wszystko OK.
W zasadzie zaraz po starcie stwierdziliśmy, że trochę przyciśniemy wiedzieliśmy że mamy tak ze 2-3km dość szerokiej drogi a potem wjedziemy w las i wyprzedzanie może być utrudnione. Po początkowej szarży jechaliśmy razem w miarę spokojnie. Czasami gubiłem Mateusza to lekko zwalniałem żeby dalej można było jechać razem. No i tak spokojnie sobie jechaliśmy pewnie z 15 km. Gdy wyjechaliśmy z lasu na otwartą przestrzeń znów zaczęliśmy atakować. W ciągu kilku minut myślę, że mogliśmy wyprzedzić około 20 osób. Potem znów las i znów spokojniejsza jazda.
Na końcu trasy mieliśmy się już ścigać między sobą – końcówkę znaliśmy, objechaliśmy ją przecież. No to wystrzeliłem do przodu. Po okrążeniu jeziorka był skręt na górkę – nie wiem jakim cudem ale poleciałem idealnie w drzewo Zatrzymałem się może z 20cm przed nim – moment ten świetnie wykorzystał Mateusz. Podjazd był dość wymagający a on poszedł z całych sił – jednak ja nie miałem zamiaru odpuszczać dogoniłem go chwile przed połową podjazdu i zaraz za nim ostatkiem sił wyprzedziłem. Potem chwila odpoczynku ze zjazdem i znów sztywny podjazd przy schodach – na objeździe stwierdziliśmy że nie będziemy pod niego podjeżdżać ale byłem tak rozpędzony, że dosłownie wleciałem na górę schodów i została mi tylko znacznie łatwiejsza część podjazdu. No i już zbliżałem się do mety – po wyjściu z zakrętu który był na dole zjazdu dałem z siebie wszystko i rozpędziłem się ile tylko mogłem. A tu rozczarowanie bo jeszcze nie ma mety. Było małe okrążenie z drugiej strony polany startowej. Oj byłem wściekły że o tym nie wiedziałem – ledwo oddychając jakoś udało mi się przejechać bez straty miejsca. Na samej polanie jeszcze przy mecie – znów dałem z siebie wszystko ścigając się z kimś. „Wygrałem” o pół koła Mateusz zameldował się na mecie z 40sekundową stratą do mnie.
Trasa była wg mnie dość wymagająca, interwałowa. Bardzo dużo piaszczystych fragmentów z piachem o głębokości około 20cm. Niektórych nie dało się przejechać. Na trasie był super podjazd niestaty cały piaszczysty – na tyle że nie było szans na podjechanie i musieliśmy cały podejść – myślałem że padnę tam. Kilka razy mało brakowało a miałbym kraksę na piachu. Jechałem rozpędzony chcąc przefrunąć piasek a tu ktoś przede mną nagle staje lub się przewraca - cudem udawało się wyhamować lub ominąć te osoby.
Właśnie z tych piaszczystych fragmentów wziął się tytuł posta W trakcie jazdy po piachu miotało zawodnikami na wszystkie strony.
Ogólnie impreza bardzo pozytywna – przy polanie wyścigu było małe jeziorko do którego po wyścigu wskoczyłem. Bardzo fajne tereny.
Nasze wyniki:
Krzysztof Kędziorski
- Miejsce: 54
- Miejsce M-2: 16
- Czas checkpointu: 0:44:10( 69)
- Czas na mecie: 1:20:54
Mateusz Lewandowski
- Miejsce: 56
- Miejsce M-2: 17
- Czas checkpointu: 0:44:11( 70)
- Czas na mecie: 1:21:38
Zdjęcia pochodzą z albumu pana Jacka Kosińskiego
written by Krzysztof Kędziorski
\\ tags: Gostynin
17 lipca 2011 w Człuchowie odbył się wyścig pod nazwą Luiza XC Cup. Już jakiś czas temu Krzysiek znalazł informacje o tych zawodach, szybkie sprawdzenie mapy i nie jest tak daleko (raptem 160km ), no to się przejedziemy Początkowo był plan startowania na elicie, ale po kilku treningach na trasie Kujawia XC jaka odbyła się w Toruniu poszła zmiana na mini, takie interwałowe trasy jeszcze nie dla nas
No ale co do samych zawodów, jak wspomniałem ostatecznie pojechaliśmy dystans mini, startowało wg spikera na tym dystansie około 90 osób, my jako że bez spinki na wynik, przyjechaliśmy się pobawić, poczuć trochę atmosfery zawodów ustawiliśmy się pod koniec stawki startujących (no może nie na samym końcu, ale tak w 3/4 ) na start runda rozjazdowa, po której już z 2 min mieliśmy straty do najlepszych i potem 5 okrążeń długości 3km, na dość wymagającej trasie. W zasadzie staraliśmy się jechać razem, jak wspomniałem nie było spinki na wynik a tak raz jeden raz drugi trochę pociągnął, niestety na jednym ze zjazdów na drugim okrążeniu który kończył się 90 stopniowym zakrętem na chodniku, wyleciałem z trasy zatrzymując się na barierce odgradzającej trasę od ulicy na której odbywał się regularny ruch Krzysiek chyba nie wyczaił tego momentu, straciłem z 50m, a że trasa była od tego momentu dość kręta, do tego najdłuższy podjazd dnia za chwile na którym przerzutki mnie się nie posłuchały i nie chciały się zmienić musiałem jechać pod górę z przełożenia 2×5 (normalnie jeździłem to z 2×2/3) umęczony na górce nie chciałem szaleńczo gonić Krzyśka tylko jechałem swoje, opłaciło się, gdyż dojechałem do niego mniej więcej w tym momencie co okrążenie wcześniej go zgubiłem i ponownie jazda razem, jakaś wymiana bidonami i spokojnie do mety, małe nie porozumienie na ostatnim okrążeniu spowodowało, że na tej „długiej” górce Krzysiek zszedł z roweru ja przyspieszyłem i już nie miał szans na dojechanie do mnie, na mecie będzie z jakieś 30sek różnicy i z 1-2 osoby, no ale kto to wie dokładnie…
No właśnie kto to wie… impreza w moim odczuciu zorganizowana bardzo dobrze, grała jakaś muzyczka na polanie (znaczy na scenie, która była na polanie ), mnie nie przeszkadzała było sporo miejsca dla kibiców, posiłek po zawodach, było gdzie ten posiłek zjeść, stoliki z ławeczkami pod parasolem przy tym słońcu bardzo dobry pomysł, bufet na trasie dobrze wyposażony, trasa bardzo dobrze oznakowana, wszystko idealnie tylko te wyniki, jaki miałem czas nie wiem do dziś i pewnie się nie dowiem, firma odpowiedzialna za pomiar czasu dała dupy i tyle przysłali 2 dzieciaków którzy zamotali się już od startu, później nie wytrzymali presji osób domagających się wyników i jest jak jest, nawet nie wiadomo kto zawinił sprzęt czy ludzi, firma TimePro (radze uważać) nawet nie odbiera telefonów i milczy w tym temacie, a szkoda bo impreza bardzo fajna i taki bubel na koniec…
A tak na koniec info dla organizatorów, nie załamujcie się i do zobaczenia za rok
zdjęcia znalezione w sieci
drugie z portalu naszemiasto.pl
trzecie z oficjalnej strony luiza-xc.pl
written by Mateusz Lewandowski
Theme designed by Wordpress Hosting supported by Best Web Hosting.
|
|